[173.] Twój bliski nie potrafi gotować? Jest na to sposób!

Ho ho ho!

Znaleźliście już w skarpetach prezenty, czy wciąż czekacie na Mikołaja? A może to Wy w tym roku chcecie zostać czyimś Mikołajem, ale wciąż nie macie pomysłu? Bez obaw, przybywam z pomocą!

Moja Mama zawsze mówiła mi, żeby wręczać takie prezenty, jakie sama chciałabym dostać. Z jednej strony uważam, że jest to dość ryzykowne, jeśli osoba obdarowywana jest od nas skrajnie różna. Jednak dzięki takiemu podejściu wkładamy więcej serca i starań w przygotowanie paczki. Bo jasne, możemy komuś sprezentować sklepową siatkę z kilogramem mandarynek (niestety przykład z autopsji), ale jeśli zastanowimy się, jak sami zareagowalibyśmy na podobną niespodziankę, pewnie zainwestujemy w coś innego.
Dlatego dziś chcę Wam polecić prezent, o którym sama bym marzyła, gdyby nie fakt, że już go dostałam!

Pochwała prostoty

bowllove

Jej ogromnym atutem jest to, że ucieszy zarówno osoby, które z gotowaniem są na bakier, jak i te, które nie wychodzą z kuchni. Słowem: IDEAŁ (tym bardziej jeśli obdarowana/y zacznie z niej dla nas gotować)!

No dobrze, nad czym się tak rozpływam? Nad książką Davida Beza – blogera kulinarnego i właściciela londyńskiej knajpki. Jego dotychczasowe książki, poświęcone sałatkom oraz śniadaniom, również okazały się wielkimi sukcesami. Jednak ta najnowsza to absolutne mistrzostwo! BowlLove, wydawnictwa Buchmann, to najprostsze rozwiązanie problemu: “nie mam pomysłu na obiad”. Skoro większość książek kulinarnych ma przed sobą podobne zadanie, to czym niby różni się od pozostałych? Sposobem!

BowlLove to przede wszystkim fotografie dań i podanymi składnikami. Nie znajdziesz tu rozbudowanych i skomplikowanych opisów. Zamiast tego otrzymujesz prostą instrukcję, jak z kilku prostych składników przygotować szybki posiłek.

bowllove

Nie ważne, czy jesteś mięsożercą, wegetarianinem, weganinem, czy nawet witarianinem. Autor podpowiada, jak zmodyfikować każdy z przepisów, aby dostosować go do naszej diety. To co jest również istotne to fakt, że chyba najbardziej wymyślnym składnikiem, który znalazłam była pasta miso. Specjalnie to podkreślam, ponieważ nawet ona jest stosunkowo łatwo dostępna. Wszystkie pozostałe produkty spokojnie znajdziecie w dyskontach, czy nawet osiedlowych warzywniakach (o ile te jeszcze istnieją?).

Naprawdę nie pamiętam, kiedy po raz ostatni korzystałam z książki kulinarnej. Mam ich naprawdę sporo, jednak zazwyczaj służą mi jedynie za inspirację. Uwielbiam przeglądać piękne zdjęcia, jednak gdy przychodzi do gotowania – zawsze coś zmienię (głównie przez utrudniony dostęp do danego składnika, lub przez alergię). W przypadku tej książki, śmiało mogę kucharzyć w 100%.

Także Mikołaje, Śnieżynki, Elfy i wszyscy obdarowujący, właśnie znaleźliście prezent, który ucieszy nie jedno duże dziecko!

PS Ten wpis jest moją subiektywną recenzją, a nie opłaconym lokowaniem produktu.

Zobacz także:  Pierniczki, które spełniają marzenia

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *