[137.] Maciej Orłoś – z ekranu do kuchni cz.1

Dokładnie pamiętam mój pierwszy dzień w nowej pracy. Ogromny przeszklony budynek, w którym nietrudno zabłądzić pomiędzy piętrami; studio telewizyjne, kamery i setki nieznanych mi twarzy. Wśród nich był jeden wyjątek – Pan z telewizji, który przez lata “zasiadał z nami do kolacji”. Dla małej Gochy nie było niedzieli bez “Rodziny zastępczej” i “Teleexpressu’.

Teraz, kilkanaście lat i kilkadziesiąt centymetrów później – spotykam Pana Macieja Orłosia przy ekspresie do kawy w firmowej kuchni. Tego pierwszego dnia, postanowiłam, że z czasem zbiorę się na odwagę i poproszę Go o wywiad. Po dwóch miesiącach wspólnej pracy, w końcu dopięłam swego i przeprowadziłam rozmowę, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. To, że Pan Maciej jest niezwykle sympatycznym człowiekiem, wiedziałam już dawno. Nie miałam jednak pojęcia jak ciekawie i nowocześnie podchodzi do kwestii odżywiania!

Cały wywiad zajął nam ponad pół godziny, dlatego zdecydowałam się przedstawić Wam go w dwóch częściach. Dziś pierwsza z nich.

Zaglądam do znanych talerzy – Maciej Orłoś cz. 1

Zanim zaczniemy rozmowę, mam dla Pana pewne wyzwanie, ponieważ przygotowałam wytrawne babeczki oraz batoniki i proszę o ich degustację. Gotuję przede wszystkim zdrowe oraz bezmięsne potrawy i wiele osób – szczególnie mężczyzn, boi się tego, co jest w środku i narzekają na brak mięsa.
To ciekawe co powiedziałaś. Ale nie jest to jedynie stereotyp?
Z reakcją: „mogę zjeść, ale bez mięsa się nie najem” spotykam się dość często. Znacznie częściej to kobiety decydują się na kuchnię bardziej roślinną.
Ja nie myślę o tym, aby stać się wegetarianinem, natomiast staram się uelastyczniać moją dietę. Duże wsparcie dostaję też od swojej żony, która proponuje różnego rodzaju potrawy bezmięsne i odkrywamy nowe smaki. Nagle się okazuje, że można zjeść fajną kolację bez grama mięsa i naprawdę się najeść.

Co ciekawego odkrył Pan ostatnio?
Zaraz Ci powiem, tylko muszę napisać do żony, jak to się nazywa. Coś na „t”..
Topinambur?
Tak. Topinambur odpowiednio doprawiony jest genialny. Zajadaliśmy się nim. Oprócz niego był nowy rodzaj kaszy, który również kupiła żona.
Jaglana, gryczana, quinoa?
To mogła być quinoa, również była świetna. Dodatkowo zrobiła jeszcze lekko przyrumienione marchewki, ale nie wiem jak zostały przygotowane. Do tego wszystkiego była zielona pietruszka zmiksowana z czymś, między innymi z czosnkiem. Była niesamowicie doprawiona – odkryłem, że pietruszka może mieć naprawdę świetny smak.
To brzmi znakomicie!

Moja córka ma czternaście lat, nie je mięsa i w żaden sposób jej do tego nie zmuszamy.  Nie jest ortodoksyjna, czasem zje trochę ryby.
Czyli nie jest to „tradycyjny polski dom” ?
Ja wyrosłem w PRL-u. Z jednej strony były ograniczenia w podaży, cała historia z kartkami i pustymi półkami, więc trzeba było wszystko organizować sposobem. Jednak mięso rzeczywiście było.  W gorszych czasach trochę mniej, ale ciągle się o nim mówiło i chodziło o to, aby je zdobyć. Nikt nie myślał w kategoriach bezmięsnej kuchni, mimo że nie zawsze było ono dostępne.
To prawda, moi rodzice po raz pierwszy skosztowali ciecierzycę i soczewicę, dopiero wtedy gdy wprowadziłam je do mojego jadłospisu. A przecież są to bardzo stare rośliny, które przez lata gościły w kuchni staropolskiej.
Tak. Tradycyjny obiad to była zupa, kawałek mięsa, ziemniaki i surówka.
Na mój obecny sposób żywienia nakłada się kilka rzeczy: zdrowe odżywianie się; cholesterol, o którym myślę w swojej diecie; oraz zachowanie swojej sylwetki.
Nie mogę nie zapytać: czy to prawda, że kamera dodaje kilogramów?
Nie, nie mogę tak powiedzieć. Czasem mam wrażenie, że dodaje, a czasem odbiera.

Po tym co już od Pana usłyszałam, muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak w Pana domu się ciekawie je!
Tak, tutaj moja żona ma ogromne zasługi. Lubi gotować i proponuje nowe dania. Inspiruje się na przykład Jamie Oliverem i Nigellą Lawson. Ważne jest dla nas też pochodzenie składników, przede wszystkim mięsa, ryb i jaj. Dlatego mamy swoje sprawdzone miejsca, ale też odkrywamy nowe. Niestety jest to trochę droższe, ale myślę, że warto.
Coraz częściej mówi się, że inwestując w dobrą żywność, oszczędza się na lekarzach.
Mogę tylko żałować, że tak późno doszedłem do tych wniosków. Dopiero teraz mam świadomość, że zarówno jakość tego co się je, jak i ile razy w ciągu dnia  – mają ogromne znaczenie.

Jaki jest więc Pana żywieniowy plan dnia?
Ponieważ nie mam regularnej pracy, niestety trudno jest zapewnić sobie stałe pory posiłków. Co więcej, zwykle jadam na mieście. I chociaż wciąż zdarza mi się jeść przypadkowe potrawy, coraz bardziej działam wybiórczo. Ostatnio na przykład, byłem już bardzo głodny, jednak zamiast sięgnąć po byle bułę lub hot doga ze stacji – wybrałem wafle ryżowe.
Pięknie, to wcale nie jest takie łatwe.
Właściwie, nie sprawia mi już większych trudności, natomiast musiałem to wypracowywać dosyć długo.
Zdecydowanie muszę ten wywiad pokazać mojemu tacie! (śmiech)

Co najbardziej lubi Pan jeść?
Bardzo lubię sushi. Chociaż nie jest mi obojętne jakie, np. wolę maki od nigiri. Chętnie jem też dania kuchni orientalnej oraz owoce morza i ryby, ale nie przepadam za łososiem. Wiele zależy od sposobu przygotowania go, jednak zazwyczaj mnie mdli… Właściwie łatwiej byłoby mi powiedzieć czego nie lubię.
Może jakieś zmory z dzieciństwa?
Niechęć do szpinaku mam już dawno za sobą. W moich czasach źle się kojarzył, występował w formie takiej zielonej paćki. Podobnie marchewka nie miała za dobrych konotacji, często była podawana w formie mazi.
Z groszkiem?
Tak, ale akurat groszek zawsze lubiłem (śmiech). Czego jeszcze nie lubię? Hmm.. może jakichś zup? Mógłbym powiedzieć, że nie przepadam za jarzynową albo grochówką, ale tak naprawdę wszystko zależy od przyprawienia.
Sądzę, że gotować dla Pana to czysta przyjemność, ponieważ jest Pan bardzo otwarty na nowe smaki.
Jestem i bardzo lubię próbować nowych smaków.

Zobacz także: Rafał Masny – Abstrachując o jedzeniu

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *