[132.] Rafał Masny – Abstrachując o jedzeniu

Od ostatniego wywiadu minęło już trochę czasu, jednak nie myślcie sobie, że o nich zapomniałam. Bynajmniej! W ostatnich tygodniach poznałam wiele wspaniałych osób. Możecie być więc pewni, że kulinarne rozmowy z nimi, na pewno ujrzą światło dzienne.

Tak jak ta. Zanim umówiłam się z moim dzisiejszym rozmówcą na wywiad, miałam okazję zamienić z nim tylko kilka zdań. Okazało się jednak, że trafiłam w dziesiątkę! Jak za chwilę przekonacie się sami, Rafał jest niezwykle barwną i ciekawą osobą, która nie raz potrafi zaskoczyć. Moje serce zdobył jeszcze zanim rozpoczęliśmy rozmowę, ponieważ bez żadnych oporów, skosztował przygotowanej przeze mnie pizzy, ciastek oraz owsianki 🙂 Werdykt? Wszystkie naczynia, do końca rozmowy, zostały opróżnione.


Zaglądam do znanych talerzy – Rafał Masny “AbstrachujeTV” cz.1.

Gocha: Z naszych wcześniejszych rozmów wiem już, że śniadanie raczej wybierasz na słono niż na słodko. W takim razie zadam Ci moje ulubione pytanie. Jajecznica….
Rafał Masny: Jajecznica raczej rzadko.
Jednak kiedy już jesz to ścięta czy rzadka?
Hm.. bliżej rzadkiej, chociaż nie… W sumie to w połowie. Dla bezpieczeństwa wolałbym bardziej ściętą, bo jeśli będzie za rzadka to się załamię i poddam.
Właściwie to dobrze, bo łatwiej zrobić ściętą.
Dzięki Bogu, dlatego zwykle jestem zadowolony z „poziomu ściętości”.
Na boczku, czy na maśle?
Zawsze z mięsem. Nigdy nie jadłem jajecznicy bez żadnej wkładki, ponieważ w ogóle nie lubię nabiału, w tym jajek (Nie wiem, czy jajka to nabiał? Powiedzmy, że są dyskusyjnym.) W każdym razie nie piłem nigdy mleka i nie jadłem jajecznicy bez mięsa – smakowego wspomagacza. W ten sposób zabijam smak jajek.

Jak żyć?
Jak widzę na przykład jajko w awokado, to cudownie.  Nawet mam na nie ochotę. , ale potem się nagle okazuje, że go nie lubię. Wielkanoc jest też kłopotliwa.
Rzeczywiście..
Wszyscy się dzielą tym jajkiem – a mnie zostaje kiełbaska, chlebek..
Babeczka ze święconki..
Babeczka, tak po prostu. (śmiech)

W takim razie, zdradź mi – co jesz na śniadanie?
Makrelę.
Co Ty? Ja też jem makrelę! I zawsze słyszę: Serio, ryba z rana?
Ale jaka ryba! Ma dużo dobrych tłuszczy i jest gotowa zaraz po wyjęciu z opakowania.
Jesz samą czy w formie pasty?
Samą, mam swój sprawdzony zestaw: ogórek konserwowy, ciemne pieczywo, trochę chrzanu albo musztardy, czerwona cebulka i okazyjnie jakiś kapar (śmiech). I z takim zestawem żyję sobie bardzo dobrze.

Ale nie jesz tego codziennie?
Tutaj mogę Cię zaskoczyć. Ogólnie mam dwa tryby jedzenia. Albo swoje sprawdzone śniadanie, albo to narzucone przez pudełka, które zamawiam.
I co zwykle w nich znajdujesz?  Bo wiem, że często serwują jajka.
W firmie, której nazwy nie wymienię…
Możesz zrobić lokowanie.
Jeśli ta firma się zgłosi i przydzieli mi honorową zniżkę, to oczywiście chętnie ją wymienię (śmiech). W każdym razie, tam w ogóle nie serwują jajek. Czasem są pasty z ryb, paszteciki, kawałek mięska z chlebkiem. Jednak szczerze mówiąc, na początku roku zrezygnowałem z pudełek  , bo stwierdziłem chcę zobaczyć jak sam będę jadł.

Jak to robią zwykli śmiertelnicy?
Tak! (śmiech) Zupełnie poważnie, to nie urodziłem się na pudełkach, ale jadłem je od dwóch lat i chciałem sprawdzić, czy gotowanie naprawdę zajmuje tyle czasu. Nagle okazało się, że jest znacznie tańsze, niż mi się wydawało.
No powiem Ci… odkrywczo. (śmiech)
Przez te pudełka żyłem w takim fałszywym przekonaniu, że jestem bardzo wydajny, jeśli chodzi o cenę tych posiłków. Po czym się okazało, że wcale nie. Opakowanie takiej makreli kosztuje kilka złotych i przyznaje, że jem ją praktycznie codziennie.

A to jest super zdrowe!
Wiem, ryby są dobre na mózg i w ogóle. Ostatnio też przyrządzam sobie tuńczyka, np. z pesto.
Stek czy z puszki?
Z puszki.
To koniecznie spróbuj stek. Naprawdę sztos.
Dotychczas nie trafiłem. Jeśli spotkam, to zrobię.
Są w Biedronce.
Są w jakimś tam sklepie, ze zwierzątkiem w logo. Nikt nie wie gdzie, bo to może być gad, lub..
Z żuczkiem!
No właśnie żuczkiem (śmiech).

W porządku, śniadanie mamy załatwione. To co jesz na drugie śniadanie?
Powiedziałbym, że drugą połowę makreli, ale dla zachowania przyzwoitości, powiem: banan „rozciapany” z cynamonem i to na waflu ryżowym. Bardzo fajna przekąska w ciągu dnia.
Ja na przykład, kiedy biorę za wafle ryżowe, to pochłaniam je w bardzo dużych ilościach. Więc chcesz mi powiedzieć, że jesz tylko jedną sztukę?
Na jednego banana, idealnie jest półtora. Najgorzej jest, gdy je się wafle z masłem orzechowym lub dżemem. Nigdy nie udało mi się poprzestać na jednym. Ostatnio zjadłem ich siedem z rzędu.
Mój Drogi, u mnie wchodzi całe opakowanie – dziesięć.
No dziesięć to już jest wyższa szkoła jazdy. Masz większe doświadczenie waflowe. U mnie to dopiero pierwsze spotkanie, za dwa tygodnie będę brał dwie paczki! (śmiech)

Co najlepszego w życiu jadłeś?
Jedną z rzeczy, która bardzo zapadła mi w pamięć, był stek z sarny (chyba) lub z innej dziczyzny, w jednej z warszawskich restauracji. To było niesamowite, bardzo delikatne. Jednak z codziennych przyjemności – takie małe cuda, to bardzo lubię owoce morza. Seafood mix – tutaj jakiś kalmar, jakaś ośmiorniczka,  może krewetka i to wszystko jest w jednym sosie. Zawsze mi smakuje.

Gdyby jakaś znana osoba miała dla Ciebie gotować. Kto by to był i co mógłby przygotować?
Wow, muszę się zastanowić….
Podobne pytanie zadałam Paulinie Mikule.
I co odpowiedziała, może się zainspiruje?
TUTAJ ODSYŁAM WAS DO NASZEJ ROZMOWY 🙂
To ja bym wolał Michela Morana. Byłem raz w Bistro de Paris i było niesamowicie. Michel wyszedł i pytał czy wszystko smakowało. Uważam to za bardzo fajną rzecz, jak na właściciela restauracji.
I co miałby Ci przygotować?
Nigdy w życiu nie jadłem steku Wellington, a widziałam jak Gordon Ramsay go przygotowywał i wyglądał naprawdę mega!
Nie wolałbyś, żeby sam Ramsay go dla Ciebie przyrządził?
Dobry pomysł! (śmiech) Wiesz dlaczego tego nie powiedziałem od razu? Zapomniałem jego nazwiska i dopiero jak powiedziałem stek Wellington, to mi się przypomniał.
Brawo Ty! (śmiech)

Jaki jest Twój kulinarny koszmar z dzieciństwa?
Jajecznica z rodzynkami, którą kiedyś eksperymentalnie przyrządził mój Tata. Sam nie wiem co to było, ale wybuchła o to nie mała awantura.

A co jest specjalnością kuchni Twojej Mamy?
Zdecydowanie zupa grzybowa, która jest na święta.
Nie przeszkadza Ci w niej śmietana – nabiał?
Nie, bo jej nie czuć. Nie chodzi o to, że nabiał sam w sobie jest zły. Koktajle na mleku też lubię, bo jego wcale tam nie czuć. Ja nie lubię smaku nabiału. Rodzice pisali mi zwolnienie, że mam uczulenie na laktozę, podczas gdy nigdy go nie miałem.

Też nie lubiłam mleka.
Bo ludzie są do niego w pełni przystosowani, a laktoza nie jest dla nas taka dobra. Uwaga, ciekawostka. „Pij mleko, będziesz wielki” – na pewno kojarzysz taką kampanię. Kto zorganizował tę akcję?
Na pewno koncern mleczny.
Nie, bo jeśli jesteś koncernem mlecznym, to robisz też świetną robotę dla swojej konkurencji. Dodatkowo nie masz tak dobrej dystrybucji, żeby mieć pewność dotarcia ze swoim produktem do wszystkich. To było znacznie mądrzejsze – producent kartonów, bo wszystkie mleka są w kartonach. Zrobił na tym niesamowite pieniądze.
Naprawdę gruba historia.

Koniec części pierwszej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *